Znajdź książkę

Recenzje

Will Cockrell. Korporacja Everest
Korporacja Everest. O zapaleńcach, awanturnikach i ich biznesie na dachu świata
Will Cockrell
[Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2024, przekład Agnieszka Wilga, stron 408]

Kto zasługuje na zdobycie Everestu? Ile osób może zginąć podczas wchodzenia na ośmiotysięczniki, by było to akceptowalne w świetle komercyjnych wypraw? Jaki kontrakt wiąże przewodnika z klientem? Czy tłumy niedoświadczonych wspinaczy na dachu świata świadczą o tym, że „filozofia himalaizmu została zbrukana”? Postawione pytania to jedynie malutki wycinek indagacji pojawiających się w książce Willa Cockrella Korporacja Everest. Uwieczniona w tytule góra nie jest przy tym jedyną, której autor poświęca uwagę. Jej wyróżnienie w narracji ma jednak głęboki sens, bo to ona ma status gwiazdy, przyciąga rzesze zapaleńców, klientów i… czytelników.

Z każdym rokiem w narracji dotyczącej Everestu coraz bardziej dominują relacje mające zaspokoić niezdrową ciekawość. A jeśli nie trafi się żadna tragedia, przedstawia się tę górę albo jako „arenę Everestu”, czyli jeden wielki cyrk pełen amatorów, którzy w ogóle nie powinni się tam znaleźć, lecz opłacili sobie drogę na szczyt, albo jako operę mydlaną, w której w roli złoczyńców występują chciwi przewodnicy i nieudolni klienci, a ofiarami są Szerpowie.

Wbrew powszechnej opinii rozwój wypraw komercyjnych nie zaczął się od Mount Everest, lecz od nieco niższych wierzchołków zdobywanych w ramach Korony Ziemi. Jeszcze wcześniej marzący o wyczynach „niedzielni alpiniści” przyłączali się do wypraw w najwyższe góry świata, opłacając w nich swój udział i część wydatków ekipy. Najlepsi wspinacze chętnie korzystali z okazji, gdy ktoś zamożny miał ochotę sponsorować ich przygody. Tym bardziej że wykładający pieniądze mieli status zwykłych członków ekspedycji, a nie klientów, i nie mogli liczyć na specjalną opiekę. Nie była to więc typowa zależność „klient – przewodnik”, tworzyła jednak podwaliny pod rozwój tego typu usług.

Will Cockrell swoją opowieść zaczyna w czasach, gdy pomysł oferowania wejścia na niebotyczne szczyty „szerokim masom” wydawał się absurdalny. Zmiana w postrzeganiu tego tematu przyszła jednak niespodziewanie szybko, a objawiła się, mówiąc w uproszeniu, w przeżywającym drugą młodość biznesmenie, który w ramach ubarwiania codzienności postanowił wspiąć się na najwyższą górę każdego z siedmiu kontynentów. Dick Bass, bo o nim mowa, „ze sportów uprawiał jedynie biegi przez lotnisko, gdy spieszył się na samolot”, a jego doświadczenia ze wspinaczką – jak luzacko zaznaczał – ograniczały się wyłącznie do „dźwigania z łóżka”. Na wyprawach potrzebował wsparcia „prawdziwych wspinaczy” (i pieniędzy, by ich opłacać), kiedy jednak zdobył Koronę Ziemi i napisał o tym książkę, wywołała ona „rewolucję w zarządach amerykańskich firm”. Ich członkowie pozazdrościli Bassowi sukcesu i też postanowili „ruszyć w świat na spotkanie przygody”. Gwałtowny rozwój komercyjnych wypraw był już tylko kwestią czasu.

W porównaniu z Everestem sześć pozostałych szczytów [Korony Ziemi] stanowiło znacznie mniejsze wyzwanie dla wspinaczy i przewodników, co mogło zaowocować znacznym i przewidywalnym strumieniem przychodów. Niemniej jednak dobrze wiedziano, że […] oferta wejścia na sześć szczytów z czasem okaże się niewystarczająca. Pozostawała jedna niewiadoma: kto jako pierwszy wychyli się i spróbuje wprowadzić klientów na Everest?

Everestowska machina komercjalizacji ruszyła w 1989 roku. Wtedy to w poczytnym magazynie „Outside” ukazało się pierwsze publiczne ogłoszenie oferujące chętnym płatne wejście na najwyższą górę pod opieką przewodników. Trzy lata później na dachu świata zameldowało się osiem „zwykłych osób” (jednakowoż z wyjątkowo zasobnym portfelem) – klientów firm przewodnickich. Odtąd biznes na Evereście (i innych ośmiotysięcznikach) tylko się rozkręcał. W kolejnych odsłonach swej wielowątkowej sagi Will Cockrell prowadzi nas przez czasy dominacji w Himalajach agencji zachodnich do obecnego odzyskiwania swego miejsca przez Szerpów.

Zmiany, jakie zaszły w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat w branży przewodnickiej i w możliwości zdobywania najwyższych wierzchołków przez zwykłych ludzi, wciąż budzą ogromne emocje. Wartością Korporacji Everest jest spojrzenie na komercjalizację gór z różnej perspektywy – himalaistów, przewodników, przedsiębiorców, klientów, Szerpów (autor na potrzeby książki przeprowadził wywiady z przeszło 120 osobami!). Zachęca to do rewizji utrwalonych opinii, wyłączenia emocji. Narracja Cockrella świetnie przy tym ukazuje rozdźwięk między „purytanami, niegodzącymi się na wspinaczkę pełną płatnych udogodnień, a wyrozumiałymi, którzy uważają, że każdy ma prawo do góry”. Można przełożyć to na bardziej trywialne pytanie: czy działania komercyjnych wypraw psują góry, czy może udostępniają je tym, którzy do wejścia na wierzchołek potrzebują wsparcia wyszkolonych i doświadczonych przewodników? Cockrell nie daje prostej, jednoznacznej odpowiedzi, zgodnie z zasadą, że prawda leży gdzieś pośrodku. Mimo to ma się podskórne wrażenie, że trochę idealizuje przewodników i założenia „wysokogórskiego biznesu”.

Ogólnie rzecz biorąc, przewodnicy zgodnie uważają, że to, czy ktoś jest dobrym, czy złym klientem, w bardzo niewielkim stopniu zależy od jego doświadczenia wspinaczkowego. Tak naprawdę cały problem sprowadza się do samoświadomości. W bazie głównej przez jej brak klient może po prostu wyjść na dupka – ale w strefie śmierci brak samoświadomości może mieć fatalne konsekwencje.

Chyba najbardziej znaną książką traktującą o komercyjnym zdobywaniu ośmiotysięcznika pozostaje Wszystko za Everest Jona Krakauera. Tyle że od czasu jej wydania minęło niemal 30 lat i wiele z postawionych tam diagnoz jest „równie przestarzała jak buty z plastikową skorupą, jakich w czasach Krakauera używali himalaiści”. Opis katastrofalnego sezonu 1996 roku pod górą gór znajdziemy też w Korporacji Everest, podobnie jak wzmianki o kilku innych tragediach, które rozegrały się podczas płatnych wypraw. Wprawdzie Cockrell nie ma tak świetnego pióra jak Krakauer – Korporację Everest czyta się z ogromnym zainteresowaniem, ale bez wypieków na twarzy – w zamian nadrabia dziennikarską rzetelnością. Czasem wręcz przesadną; ilość nazwisk i wydarzeń przewijających się w jego opowieści może budzić poczucie zagubienia. Warto jednak zmierzyć się z Korporacją…, biorąc pod uwagę, jak różnorodne spojrzenie na przewodnictwo wysokogórskie i komercyjne wyprawy przedstawia książka. Obraz, który podczas czytania pojawia się przed naszymi oczami, jest znacznie bardziej zniuansowany od tego, co proponują media i (zazwyczaj) środowisko górskie. Zamykając książkę, nie jesteśmy już skłonni do ferowania jednoznacznych opinii, po której ze stron byśmy nie stali.

ikonka gór - przerywnik tekstu

Oprócz Wszystko za Everest Jona Krakauera o tragicznym sezonie 1996 roku można przeczytać w książce Wspinaczka Anatolija Bukriejewa. Emocjonujące spojrzenie na base camp i ludzi mierzących się z dachem świata znajdziemy natomiast w reportażu Magdy Lasoty W cieniu Everestu.

ikonka gór - przerywnik tekstu

Zobacz LISTĘ wszystkich zrecenzowanych na blogu książek tutaj – [klik].

Zobacz OKŁADKI wszystkich zrecenzowanych na blogu książek tutaj – [klik].

Brak komentarzy

góry lektury logo490
© 2025 baturo.pl

Inne strony