
Niewiarygodna wspinaczka oferuje spojrzenie na Honnolda i jego wyczyny z zewnątrz, Samotność solisty – z centrum dowodzenia, czyli oczami samego Alexa. Książki świetnie się uzupełniają: tam, gdzie Mark Synnott przypuszcza i zakłada, Alex Honnold racjonalizuje i uzasadnia. Wiele zdarzeń i sytuacji powtarza się w obu publikacjach, inaczej jednak rozłożono akcenty. Samotność solisty jest książką bardziej… wspinaczkową. Honnold szczegółowo opisuje w niej swoje najbardziej znane przejścia, nie unikając technicznego słownictwa i żargonu. Osoby nastawione przede wszystkim na przekaz emocji, a nie dokładny opis patentowania drogi, wykonanych ruchów i przechwytów mogą poczuć się nieco oszołomione. Deskrypcje poszczególnych sekwencji i wyciągów mają jednak swoje uzasadnienie: pozwalają nie tylko namacalnie odczuć niebezpieczeństwa drogi, lecz również uzmysławiają, jak ogromną pracę intelektualną i mentalną trzeba wykonać, by przeżywcować trudną linię.
Żywcowanie to coś więcej niż kaskaderski wyczyn. Sprowadza ono wspinaczkę do najbardziej podstawowego wyzwania: człowiek, który ma do dyspozycji jedynie buty wspinaczkowe oraz magnezję […] mierzy się ze ścianą. To najczystsza forma wspinania. […] Gra toczy się tu o najwyższą stawkę: jeśli odpadniesz, zginiesz.
W pisaniu Samotności solisty pomagał Alexowi wielokrotnie nagradzany autor książek o tematyce górskiej David Roberts. To on zadbał o to, by czytelnik niezwiązany ze wspinaczką mógł zrozumieć „co dokładnie robi Alex”. W swoich partiach tekstowych – książka została zbudowana na zasadzie przeplatającego się dwugłosu – Roberts przybliża techniki wspinaczkowe, sprzęt i wycenę dróg, opisuje historyczne przejścia linii, z którymi mierzy się jego przyjaciel, opowiada o tym, jak postrzegają Alexa inni wspinacze, odkrywa kulisy kręconych o nim filmów… Mówiąc krótko: ukazuje te aspekty życia Honnolda, o których sam Honnold, znany ze swojej ogromnej skromności, nie wspomina lub robi to pobieżnie, często umniejszając własne dokonania. To cenne dopowiedzenia wzbogacające odbiór książki.
Być może to trochę naciągane, ale zacząłem myśleć o wspinaczce na żywca jak o współczesnych walkach gladiatorów: była to szansa, by dowieść swoich umiejętności, gdy zależało od tego moje życie. Ekipa filmowa pracująca na miejscu sprawiała z kolei, że moje wspinanie stawało się rozrywkę dla mas, tak jak walki gladiatorów w dawnych czasach.
Honnold, o którego inteligencji i analitycznym podejściu do życia wspomina niemal każdy, kto się z nim zetknął, nie ucieka jednak przed trudnymi pytaniami. Sporą część swojej opowieści poświęca motywom takiego a nie innego postępowania, próbuje zrozumieć własne przeżycia i dążenia. Fragmenty, w których analizuje siebie, należą do niezwykle ciekawych. Chłodne oko, brak pobłażliwości w ocenie własnej osoby, dążenie do prawdy psychologicznej podbite subtelnym humorem – naprawdę trudno nie docenić otwartości i szczerości Alexa. Ostatnie trzy rozdziały Samotności solisty – dotyczące przejścia Freeridera na El Capitanie – Honnold napisał już sam, kilka lat po spisaniu wcześniejszych wspomnień. To najbardziej emocjonujące fragmenty książki. Choćby dla nich warto Samotność solisty przeczytać.
Zobacz zbiorczą recenzję o książkach poświęconych Aleksowi Honnoldowi [klik].