
Donnie Eichar przeprowadził własne śledztwo w uralskiej łamigłówce; sprawa Diatłowa, jak pisze w książce, stała się jego obsesją. Amerykanin pojechał na miejsce tragedii, przewertował dokumenty, spotkał się z kim mógł – słowem podjął wszystkie typowe działania, by przybliżyć się do odkrycia prawdy. Jego książka jest reportażem z podróży na Ural śladami grypy Diatłowa przeplatanym opisem prowadzonego niegdyś rosyjskiego śledztwa. Eichar jest typowym Amerykaninem, który nic nie wie o życiu w komunistycznej Rosji, nie jest też w stanie odnaleźć się w zupełnie obcej dla niego kulturze. Naturalne wydaje się więc pytanie, czy jego ogląd sprawy ma jakąkolwiek wartość? Można powątpiewać. W odróżnieniu od omawianych wcześniej publikacji, zdecydowanie też przychyla się do jednej, konkretnej przyczyny tragedii. Na ile prawdopodobnej, to kolejne zasadne pytanie.
Choć momentami ignorancja Eichara dotyczącą komunistycznych realiów może denerwować, Martwą Górę dobrze się czyta. Doświadczenie filmowe, w tym pisanie scenariuszy, niewątpliwie pomaga Amerykaninowi tworzyć ciekawą narrację. Jego spojrzenie na tragedię z 1959 roku z racji różnic kulturowych ma nieco inny wydźwięk i choćby z tego powodu warto po książkę sięgnąć.
Zobacz zbiorczą recenzję o wydarzeniach na Przełęczy Diatłowa [klik].