Znajdź książkę

Recenzje

Beck Weathers, Stephen G. Michaud. Everest. Na pewną śmierć
Everest. Na pewną śmierć
Beck Weathers, Stephen G. Michaud
[Agora, Warszawa 2015, przekład Janusz Ochab, stron 312]

Beck Weathers był uczestnikiem tej samej wyprawy komercyjnej co Jon Krakauer. Uznany za „praktycznie martwego”, pozostawiony w strefie śmierci bez pomocy, przeżył, choć okupił to ciężkimi odmrożeniami. Cudem ocalony, po powrocie w doliny musiał na nowo ułożyć sobie życie, dogadać się nie tylko z bliskimi, ale przede wszystkim z samym sobą. Wygląda na to, że mu się udało, z tekstu bije optymizm i radość z tego, że Himalaje dały mu drugie życie. Polski tytuł książki jest typowo komercyjny, wyprawie z 1996 roku Weathers poświęca około 60 stron, większość opowieści dotyczy jego życia przed Everestem oraz po nim. Nie dowiemy się też niczego nowego o samej wyprawie, Beck powtarza to, co ogólnie wiadomo.

Wypada uprzedzić, że nie jest to książka stricte górska. Powiedzmy, że raczej mamy do czynienia z  rodzajem oczyszczającej spowiedzi, pisaniem o charakterze terapeutycznym, lektura ma nieść dobre emocje i dobre przesłanie. Trochę przypomina to poradnik, jak radzić sobie z traumą i wyjść na prostą, tyle że tu traumą były przeżycia górskie. Weathers, który przed Everestem pracował jako lekarz patolog, po amputacji dłoni został mówcą motywacyjnym i w takiej konwencji napisał swoją książkę. Znalazły się w niej dodatkowo wypowiedzi jego żony, dzieci i znajomych, komentujące wspomnienia Becka, tak by czytelnik dostał „złożony obraz sytuacji”. Sam Weathers jest prawdziwym gawędziarzem, co podczas lektury zwyczajnie się czuje, emanuje też pozytywnym nastawieniem do wszystkich i wszystkiego, i to akurat nuży i zalatuje sztucznością.

Cóż więcej można powiedzieć o tej książce? Weathers, jak sam podkreśla w przedmowie, nie chciał napisać czegoś podobnego do Wszystkiego za Everest. I nie napisał. Ale zestawienie jego książki z książką Krakauera wypada blado. Jeśli Krakauer potrafi przykuć nas do fotela, sprawić, że jesteśmy na stokach Everestu wraz z nim, opowieść Becka nie ma w sobie siły rażenia. Może dlatego, że jest zbyt… optymistyczna i przewidywalna. Beck za bardzo przypomina chłopka roztropka, który tryska humorem, do nikogo nigdy nie ma pretensji i ogólnie jest zabawnym gościem, nawet jeśli absolutnie nie jest do śmiechu. To denerwuje i spłyca odbiór książki, sprawia, że brakuje jej głębi.

Zobacz recenzję zbiorczą o książkach poświęconych wydarzeniom pod Everestem w 1996 roku [klik].

ikonka gór - przerywnik tekstu

Zobacz LISTĘ wszystkich zrecenzowanych na blogu książek tutaj – [klik].

Zobacz OKŁADKI wszystkich zrecenzowanych na blogu książek tutaj – [klik].

Brak komentarzy

góry lektury logo490
© 2025 baturo.pl

Inne strony